O autorze
Senator Rzeczypospolitej Polskiej. Prezes zielonogórskiego Falubazu. Urodziłem się 14 lipca 1967 roku. 14 lipca Francuzi obchodzą rocznicę zburzenia Bastylii. Ja sam nie zamierzam niczego burzyć, raczej wolę budować. Zaczynałem od biznesu, ale fascynuje mnie też sport, dlatego zaangażowałem się w zielonogórski żużel. Odbudowanie zielonogórskiego klubu wymagało sporo pracy, ale udało się i dziś jesteśmy marką rozpoznawalną w całej sportowej Polsce. Świetnie prosperuje nasz marketing i promocja, a drużyna od kilku lat nie schodzi z podium mistrzostw Polski. Teraz bardzo wysokie miejsce zajmuje w moim życiu polityka. Nie opuszczam żadnej komisji i obrad Senatu, bo zależy mi, by poprzez działalność w Parlamencie na lepsze zmieniać życie Polaków. A najbardziej lubię i podziwiam ludzi, którzy są indywidualistami. Ludzi z fantazją.

Złoto bez blasku

Zastanawiam się, czy medal DMP na żużlu w roku 2012 Azoty Tauron zdobył za wszelką cenę z powodu kaprysu jednego czy drugiego Prezesa Spółki Skarbu Państwa?

A przypomnijmy sobie, co było: zawirowania z płynnością finansową klubu i tylko dzięki dobrej woli PZM drużyna została dopuszczona do rozgrywek. Kto z dnia na dzień wpłaca wielką kwotę do klubu, aby spłacić zadłużenie Prezesa klubu, którego już nie ma?

Jest nowy, a raczej nowa pani Prezes. W normalnych rynkowych warunkach nikt nie podpisałby tak kosmicznych kontraktów z zawodnikami. O zarobkach trenera krążą legendy. Ale spokojnie. To nie klub negocjuje warunki ani nie gwarantuje wypłacalności kontraktu. To robi Spółka Skarbu Państwa w stosunku do tych, którzy za bajońskie stawki mają zdobyć złoto.

Zarząd klubu ogranicza się do uzupełnienia składu kilkoma naiwnymi zawodnikami, którzy muszą zadowolić się obietnicami, że starczy im na podatki, sprzęt i życie. Niestety, jest odwrotnie. Fajni młodzi zawodnicy, którzy szarpali się cały sezon, do dzisiaj nie mogą doczekać się przelewu, natomiast ten, który zlekceważył półfinał i ośmieszył swojego pracodawcę spóźniając się na zawody, dawno już ma wszystko wypłacone. Popija w dalekim kraju kalifornijskie winko i czeka na kolejną okazję z innego klubu. Sztab szkoleniowy nie umie policzyć do 34 i żużlowa farsa idzie w tv na całą Polskę oraz świat.

Być może kolejny raz dostanie kontrakt życia płacony na czas nie z klubu, ale z kolejnej Spółki Skarbu Państwa. Pani Prezes już nie ma, ale są długi. Prezydent Tarnowa bawi się w przedstawiciela handlowego i dzwoni po firmach, aby wpłacały kasę do klubu. Ot cyrk władzy i państwowych firm za nie swoje pieniądze. Złoto bez blasku.
Trwa ładowanie komentarzy...